Lubie latać, nawet bardzo. Fascynuje mnie sam fakt, że wsiadając do metalowej puszki przenosimy się w inny świat. Najczęściej różniący się od szarej codzienności. Dużo latam, nawet sporo. Małymi i wielkimi statkami powietrznymi. Zawsze uśmiecham się w momencie, kiedy kapitan dodaje gazu i maszyna dostaje dzikiego pędu.


[more]

Czasami po kołowaniu, samolot się na chwilę zatrzymuje, aby po chwili ruszyć z kopyta, jak mustang.

Potem odrywa się od ziemi, lekko, bezboleśnie, jakby był piórkiem, a nie tonami żelastwa.


Za każdym razem zadziwia mnie fakt poruszania się po niebie.


Nie czuję lęku, czuję wewnętrzną pewność, że co jest mi dane, to się stanie, że mój los jest w rękach …

Nie jestem jednak zbyt pyszna w swoich intuicjach, często myślę o ludziach, którzy zginęli, o katastrofach, o tym, co jest najważniejsze.

Jednak widoki i możliwość zmiany świata skutecznie łagodzą te ciemne strony.

Nie mogę się napatrzeć na chmury.

Wzbudzają takie poczucie bezpieczeństwa, jakbym leciała nad puchową kołderką czy zaśnieżonymi po horyzont polami.

I to słonko, które zawsze pozytywnie mnie nastraja.

Kiedy lecę w dzień, zawsze z nosem na szybie obserwuje zmieniające się pode mną obrazy, to lepsze niż film.

Od nowa i niezmiennie podziwiam matkę naturę, pod postacią wysokich gór, poszarpanych wzgórz i malutkich sylwetek syberyjskich drzew.

Jeziora, brzeg lądu czy pola uprawne przybierają ciekawe kształty.

I te kolory i mglistości.

Światło pięknie maluje, kiedy słonko ucieka.


Nie wiem, gdzie kończy się niebo a zaczyna ziemia.

Baśniowe szczyty gór wystające ponad chmurami, czy kolory morskiej wody, nie mogę się zdecydować, co piękniejsze.

Może statek, który płynie wśród chmur, jak w piosence…” jak statki na niebie…”

Znane mi na dotkniecie ręki, egipskie piramidy wyglądają z nieba jak pamiątki na wielkim stole z pudełkami a Plac Świętego Piotra, jak mapa z google.

Często mam sny o lataniu, nad morzami i kolorowymi łąkami.

Kiedy lecąc w rzeczywistości zapadam w półsen, zazwyczaj zaczyna się lądowanie i czas wrócić na ziemię.

 Lotnisko. To inna bajka. Na kolejny wieczór.