Rano pobudka, lotnisko, lot i już jestem w Izraelu. Trzy pytania i dostałam niebieską kartkę z wizą – a kto mnie tak straszył, że nie wpuszczą, że osobista, że kilka godzin przesłuchania? 😀 Po wyjściu z terminala uderzenie gorącego powietrza, jak z suszarki! W tył zwrot, na autobus można czekać w chłodnym.

[more]

Ciacho za kierownicą i siedzę na pierwszym fotelu. Autobus 485 kursuje co godzinę z lotniska do Jerozolimy, kosztuje 16 szekli, to ok. 16 zł. Koniec trasy przy dworcu w Jerozolimie po czterdziestu minutach przyjemnej jazdy autostradą. Tramwaj za 5,90 i przed oczami Brama Damasceńska i słynna złota kopuła.

Ino obstawiona wojskiem i policją, trzeba do góry, do następnej, Nowej. Też zablokowana, baba z karabinem napiera, wszyscy poddenerwowani. Każą iść do Bramy Jafa. To dalej pod górę, upał niemiłosierny, walizka jakaś cięższa.

Udało się wejść do starego miasta. Pierwsza kawa mrożona, druga, trzecia i w końcu jest hotel. Po drodze stragany z pamiątkami, korytarze, klimatyczne zaułki. Bruk wypolerowany butami przez pielgrzymów, ślisko.

Zaczyna się szabas i wszystko zamykają. Ładnie tu, przypomina mi się tureckie Mardin.