Podczas jednego z objazdów Bali zabrałam swoją grupę w wyjątkowe miejsce, na cmentarz w wiosce Trunyan, gdzie zmarli leżą pod drzewem.
Dojazd był dość długi i karkołomny, ale autentyczność i mistycyzm tego miejsca wart trudów.
Bali Aga, to rdzeni mieszkańcy wyspy, którzy zamieszkiwali ją na długo przed przybyciem fali imigrantów z jawajskiego imperium. Przodkowie dawnej ludności zamieszkujący Bali nie chowają swoich zmarłych w ziemi. Ludzie z plemienia Aga układają ciała pod świętymi drzewami Taru Menyan, przykrywając je tylko kilkoma patykami. Zwłoki ulegają powolnemu rozkładów na powietrzu. Na cmentarzu leży kilkanaście ciał w różnym stadium rozkładu. Pierwszy raz widziałam na żywo, jak wygladają mięśnie człowieka, ścięgna i kości w różnych stadiach rozkładu.
Przed prowizoryczną chatką z patyków bambusowych nad każdym zmarłym stały zdjęcia. Nie każdy członek ludności Bali Aga może być tu złożony po śmierci. Tylko ci, którzy zmarli śmiercią naturalną, zamężni i żonaci. Osoby, które opuściły ten świat śmiercią tragiczną, niezamężni czy dzieci są grzebani w ziemi w innych miejscach.
W ceremonii pogrzebowej na cmentarzu nie mogą uczestniczyć kobiety, mimo tego, że to one właśnie przygotowują wcześniej ciało do obrzędu. Związane jest to z przekonaniem, że ich obecność mogłaby doprowadzić do katastrofy naturalnej, takiej jak trzęsienie ziemi lub wybuch wulkanu Batur.
Cmentarz ma 11 miejsc, co związane jest z lokalną numerologią i balijskim hinduizmem. Jeśli pojawi się nowy zmarły, starsze ciała są dzielone: kości trafiają na wysypisko z lewej a czaszki na kamienne schody pod wielkim drzewem po prawej. Widok rzędów czaszek na mchu i kamieniach jest najbardziej charakterystycznym (i dla wielu turystów najbardziej mrocznym) elementem wizyty w Trunyan.
Na stosie piszczeli i przedmiotów układane razem ze zmarłym, leżało ciało człowieka, który zmarł w szpitalu pół roku temu. Spod zbutwiałych kawałków ubrania wystawały pozółkłe zapadłe resztki doczesnej postaci. Wokół ciał leżały monety, naczynia, ubrania, a nawet drobne przedmioty codziennego użytku.
Współczesna nauka badała wpływ rosnących wkoło licznych drzew Taru Menyan i badacze uznali, że to właśnie one maja neutralizować woń z leżących ciał. Ciała ułożone na powierzchni, pod bambusowymi klatkami, są poddane działaniu powietrza, co sprzyja naturalnej mumifikacji i szybszemu wysychaniu tkanek, zanim zdążą one przejść w fazę silnego gnicia.
Drzewo wydziela intensywne fitoncydy i olejki eteryczne o zapachu przypominającym kadzidło lub drzewo sandałowe. Dzięki temu proces gnilny zachodzi w sposób niemal bezwonny dla otoczenia.
Według wierzeń, zapach drzewa był niegdyś tak silny, że przyciągnął na Bali księcia z Jawy. Aby ukryć tę woń przed intruzami, król nakazał kłaść pod drzewem ciała zmarłych – w ten sposób zapach rozkładu i aromat drzewa miały się znosić.
Dla ludu Bali Aga drzewo jest żywym bóstwem i opiekunem wioski.
Wioska Trunyan jest położona w trudno dostępnym terenie, można tam się dostać tylko płynąc po jeziorze Batur. Nie ma przystani, my wsiadaliśmy do małej prywatnej łódki wprost z brzegu ze świeżo wyciętymi trzcinami. To jezioro utworzone w kraterze wulkanu, o zimnych i ciemnych wodach. Wioska i cmentarz leżą na odizolowanym brzegu tego jeziora, dokładnie u podnóża stromych ścian kaldery wulkanu. Na cmentarz nie wszedł nasz balijski kierowca i dwie z naszych.
Atmosfera tajemniczości towarzyszyła nam od momentu, kiedy stanęliśmy na brzegu. Wody jeziora spowite byly przez mgłę, pochmurno, nastrój dość mocny na taką wyprawę. Po kilkunastu minutach łódką dotarliśmy do stromego zbocza. Wprawdzie ludzie Aga chyba zauważyli wielkie zainteresowanie turystów i wybudowali betonową przystań. Jest toaleta i ściany ozdobione… rysunkami trupich czaszek i kości. Specyficzne podejście do promocji miejsca. Na razie nie ma biletów, starszyzna zbiera „co łaska „, jednak pewnie w niedalekiej przyszłości miejsce niestety stanie się kolejnym komercyjnym przystankiem na mapie tej cudownej wyspy.











































