Przez Singapur parę razy leciałam, kilkanaście lat temu też odwiedziłam, ale… wspomnienia były już zdecydowanie zamazane.

Okazją na ponowna wizytę był powrót z Bali i przymusowy stop w lotach. Zakwaterowanie w najtańszej budżetowej opcji w hostelu kapsułowym i tak nieźle może podnieść wydatki. Jedna noc kosztowała mnie ponad 40 usd. Singapur miasto- państwo jest znane z wysokich kosztów życia, przy jednoczesnym najwyższym standardzie. To miejsce zwane tygrysem Azji, centrum biznesowe i technologiczne. Także pod względem architektury i planowania przestrzennego. Już po wyjściu z lotniska widać mnistwo zieleni, czystość i porządek. Jest bardzo bezpiecznie.

Po komfortowej nocy w kapsułek rodem z filmów sf wybrałam sie na późne śniadanie do knajpki tuż obok hostelu. Chyba za porządnie nie wyglądałam, bo obsługujący przed przyjęciem zamówienia dwa razy sie pytał, czy mam pieniadze. Ceny byly dość wysokie, zdecydowałam sie na … placki ziemniaczane i kawę. Po tym posiłku stwoerdzam, że w Polsce mamy najlepsze na świecie placki ziemniaczane!

Kątem oka obserwowałam siedzące obok trzy młode dziewczyny. Zamówiły mnóstwo jedzenia, które w większości przygotowywaly sobie na wbudowanym w stolik palenisku. Nie bylam w stanie zidentyfikować wielu ze składników ich posiłku. Spotkanie zakończyły wielkim talerzem pokrojinych owoców, które na szczęście wszystkie znałam.

Najedzona mogłam ruszać na podbój Singapuru.

Wybrałam opcję zwiedzania z pokładu autobusu hop on- hop off. Koszt biletu jednodniowego, to wydatek ok. 50 usd. Z górnego pokładu podziwiałam kunszt budowniczych I ich przemyślaną strategię wplatania w kazde możliwe kiejsce soczystej zieleni.

Powerzchnia Singapuru jest niewielka, zajmuje ponad 700 km², co czyni go jednym z najmniejszych, a zarazem najgęściej zaludnionych państw na świecie. To dawna kolonia brytyjska, niepodległość uzyskała w 1965 roku. Wpływy angielskie widać chociażby po lewostronnym ruchu na ulicach.

Jest bardzo czysto. Za żucie gumy, śmiecenie grożą surowe kary pieniężne.

Mijając słynny hotel Marina Bay Sands, uśmiechnęłam się do moich wspomnień. Podczas poprzedniej wizyty miałam okazję kąpać się w tym legendarnym basenie na dachu. Ten widok na całe miasto zostaje w głowie na zawsze! Tym razem podziwiałam go z dołu, co tylko przypomniało mi, jak bardzo to miasto potrafi zaskoczyć rozmachem.

Trochę za późno się zebrałam z tym autobusem i koniec dnia zastał mnie w hinduskie kolorowej i bardzo ciekawej dzielnicy, dość daleko od hostelu. Z duszą na ramieniu, czy aby zdążę na zbiórkę i wyjazd na lotnisko grałam taksówką.

Little India to totalne przeciwieństwo sterylnego centrum – feeria barw, zapach kadzideł i najlepsze jedzenie na świecie. To był idealny, intensywny finał mojej drogi powrotnej do domu.

Singapur to zawsze dobry pomysł, nawet na kilka godzin. Czysto, bezpiecznie i z klimatem, którego nie znajdziecie nigdzie indziej!