W tropikach widno robi się koło 6 rano, więc całkiem wczesne pobudki.

Wyspana i wypoczęta ruszyłam rano na wschód słońca na pobliskiej plaży. Nie był niestety jakiś spektakularny, samo słońce przysłoniły chmury.
Śniadanie też mieliśmy jeszcze na wyspie. I nie są tu nasze typowe potrawy. Makaron, kurczaki, ryż, warzywa i owoce. Kawę i herbatę mamy bez limitu, tak samo jak colę, sprite i alkohole.
Pierwszy przystanek u brzegu wyspy Cagdanao, której nie odwiedziliśmy wczoraj. Ciepła woda, zero lęku przed snorkowaniem, wcale się nie chce wracać na łódkę, kiedy trąbią na powrót.
Potem płyniemy na kolejną rajską wysepkę, wiatr we włosach, szum fal, przyjemne ciepło, słońce. To jest życie!
Potem eksplorujemy kilka miejsc przy wyspie Culaylayan. Podwodne ogrody, kolorowe ryby i ja walczącą z telefonem w pokrowcu. Zawsze miał ten zestaw inne od mojego zdanie i nagrywał co chciał. W efekcie nie mam za dużo zdjęć czy filmików, ale co widziałam, to moje!
W międzyczasie obiad na górnym pokładzie. Jak zawsze kucharz się postarał. Jedzenie, jakie nam serwują podczas tego rejsu jest najlepsze, jakie jedliśmy w czasie tej filipińskiej podróży. Każdy posiłek zaskakuje smakami i rozmaitością.
Ostatni stop przy wyspie Linapacan, co za nieziemski kolor wody!

Zielono- turkusowy i taki pełen słońca.

Pogoda się znacznie poprawiła od wczoraj, zniknęły chmury i wiatr, jest słonecznie i pogodnie. Wszystko od razu ma pozytywny odcień.
Na nocleg docieramy na wyspę Culion. Tu domki nie są na plaży a przycupniete na zboczu góry. Zbudowane są na palach, wszystko nowe, jak z żurnala, luksusowe.

Wybieram domek najbliżej brzegu, nie lubię schodów.
Nie uchronię się jednak przed nimi, bo nawet dojście do łazienek jest po schodach.
Za to widoki są nieziemskie. Z mojej chatki, w której oprócz materaca z moskitierą, są dwa krzesła i stolik. Od przodu domku widok na zatokę, w której cumuje nasza i druga łódka. Można oczywiście zasłonić się zasłonami, ale nie pozbawię się takiego krajobrazu. Podłoga i ściany z bambusowych deszczułek, trzeba uważać, by coś nie upadło, bo poleci na dół. Jest wiatrak i prąd.
Szybka toaleta i na kolację. Znów pełen brzuch, ale nie mogę się oprzeć tym smakowitościom.

Po kolacji karaoke z wielkiej stylizowane szafy z kolorowymi przyciskami. Najwięcej aplauzu przynoszą utwory Abby, sama drę się chyba jak stare prześcieradło. Przy latynoskie rytmach rymuszam też w tańce. Nie bardzo mam do tego strój, nie zabrałam żadnych strojnych farałaszków a same praktyczne typu spodenki i shirty.
W nocy budzą mnie śpiewy ptaków. Ze swojego domku mam widok na niebo pełne gwiazd.

Co za wolność i endorfiny!