Po kilku dniach zmieniłyśmy wyspę na środkową z wysp Gili- Meno.

Byłam tu kilkanaście lat temu, ale niewiele pamiętam. Głównie to święty spokój, który teraz sobie cenię jeszcze bardziej.

Zatrzymałyśmy się w hoteliku dla nurków, mamy więc fajny głęboki basen do dyspozycji.

Trzy razy dziennie wypływają oni na nurkowania. Można tu też taniej niż w PL zrobić kurs podstawowy PADI.

Moim celem jest jednak wspomniany wcześniej święty spokój.

Po śniadaniu albo gapienie się na zmieniające odcienie turkusów morze, albo bujanie się w wodzie. Najczęściej w basenie, bo w morzu tu jest sporo parzących meduz i dość gwałtowna głębia przy brzegu.

Wieczorem kolacja z widokiem na spektakl zachodzącego słońca nad pobliską wyspą Gili Trawangan. Romantik na całego.

Wodą nadal ciepła jak zupa, słońce nadal gorące, nuda nie? 😉

P.S. Zapomniałam o codziennych 2-godzinnych masażach wykonywanych przez tutejszą babcię. Za cale13 dolców. Babcia używa tylko swojej produkcji olejku kokosowego i aloesu.

Dzięki tym masażom dowiedziałam się, że bolą nie biodra 😉