W podróż do Azji zabrałam kilku swoich przyjaciół.

Zaczęliśmy z Krakowa. Tradycyjnie moje ulubione linie turkisz. Wyzwanie dla reszty, to tylko 7 kg bagaż podręczny na cały nasz wyjazd.
Mieliśmy przesiadkę w Stambule, ale bardzo wygodna, niecałe 3 godziny. Potem lot do Singapuru, doac męczący, bo nowiutki airbus 350 wypchany był po same brzegi. Dla mnie nowa rzeczywistość podróżowania nastała, zmiana nawyków i niestety obawa, czy dam radę.
Zawsze wybierałam miejsca przy oknie, które dawało chociaż trochę swobody podczas lotu, teraz musiałam siedzieć przy korytarzu. Częstotliwość korzystania z toalety nie była aż taka duża jak się spodziewałam, więc jeden z moich strachów pokonany. Po operacji układu pokarmowego mam też obawy, co do reakcji na różne jedzenie. Na razie w samolocie na trzy posiłki dostałam.. to samo. Szpinak gotowany z kawałkiem piersi indyka i surowe warzywa. Turkisz się nie popisał. Na szczęście mam ze sobą suszone mięsko, jakieś wspomagacze i torebkę z białym proszkiem, czyli białko medyczne.Tak wiem, podróżowanie po Azji z białym proszkiem może dać mi trochę kłopotów 😉
W Singapurze zmiana czasu, minus siedem godzin do polskiego i dość długa przesiadka. Dzięki kumplowi mogliśmy zaszyć się w jednym z saloników biznesowych. Pod koniec czasu oczekiwania każdy z nas był jak wypluty przez pralkę Franię.
Męczący lot do SIN, środek nocy naszego czasu, zrobiły swoje. Krótki lot do Bangkoku ledwo zarejestrowałam w świadomości.
Oczy same się zamykały a buzia otwierała we śnie na siedząco. Dostałam migotania przedsionków i siły uciekły zupełnie.
Na lotnisku w Tajlandii na szczęście szybko i sprawnie. Przy wyjściu czekał już kierowca busa do hotelu. Skórzane siedzeniami, wypas dekoracji i frędzelków, jechaliśmy jak arabscy książęta. Za całe 19 zł od osoby.Marzyłam o prysznicu i wyciągnięciu się w łóżku, wiem, to starość w pełnym wydaniu.
Moi współtowarzysze mieli więcej siły i ruszyli na podbój wieczornego Bankoku.
Temperatura na zewnątrz 34 stopnie.
















