Galeria handlowa przy krakowskim dworcu głównym. Dziesiątki podróżnych. Ruch, bezosobowość w najczystszej postaci.

Zawsze wtedy myślę, że w takich miejscach człowiek, jego życie, problemy mało znaczą. Masa ludzi płynie dzień i noc. Na obrzeżach dostrzega się jednostki, które są poza ramami, wykluczone, poza systemem pędu normalności. Mając prawie dwie godziny przerwy w podróży doczłapałam się do części, gdzie umiejscowiły się wszelkiego rodzaju bary, knajpy i sieciówki fast foodowe. Padło na kawałki kurczaka, kukurydzę i kubek dolewki w KFC. Obserwowałam ludzi wkoło, większość zjadała pośpiesznie i biegła dalej z wielkimi firmowymi papierowymi torbami, sezon przedświąteczny w pełni. Do stolika obok podszedł niewysoki mężczyzna z porządną skórzana walizką i czarną raportówką. Wyjął z niej butelkę po jogurcie oraz papierowy kubek, jaki stał i przed mną. Poszedł do automatu i wrócił z napojem. Ukradkiem przelał do butelki po jogurcie. Usiadł przy stoliku. Moje odziedziczone po tacie przypierdalactwo oczywiście nie mogło usiedzieć spokojnie. Grzecznie acz z nutą złośliwości, zwróciłam mężczyźnie uwagę, że to co zrobił, jest kradzieżą. Przytaknął grzecznie. Wiem, że bieda często jest pokorna. Zapytał, co mam żółtego w papierku na talerzu. Wyczułam, że jest głodny. I wtedy dotarło do mnie, że paskudnie się zachowałam. Zagadnęłam czy jest głodny, wskazując na zjedzony tylko u góry, kubełek z kawałkami kurczaka. Przytaknął w milczeniu. Oddałam mu jedzenie, przyniosłam też napój sobie i jemu. Zaczęliśmy rozmawiać. Mężczyzna od początku grudnia jest bezdomny, wynajmował mieszkanie, ale właściciel rozwiązał nagle umowę z powodu jego sprzedaży. Zapakował więc swój dobytek w torbę i przeniósł się na dworzec kolejowy w Krakowie. Opowiadał, że tak się dziwnie życie ułożyło, że zlikwidowali mu stanowisko pracy i z dobrze zarabiajacego, stał się biedakiem. Do emerytury brakuje mu tylko 4 miesiące, z urzędu pracy już nie dostaje zasiłku, synowie są dorośli i odcięli się od ojca. Nikt mu nie chce z rodziny pomóc. Nie było czuć od niego żadnego zapachu alkoholu czy woni bezdomności bez prysznica. Ubrania też miał schludne i w dobrym gatunku. No może przydłoby się, aby się ogolił. Tak się zasłuchałam, że o mały włos nie spóźniłam się na pociąg. Podsunęłam mu kilka rozwiązań, z których mógł skorzystać. Był zaskoczony. Lustro.Już jadąc dotarło do mnie, że ja w czerwcu przeżyłam podobną sytuację. Świat się wtedy zawalił jak nigdy wcześniej. Nie wierzyłam, że tak się może wszystko położyć, jak domek z kart. Rozumiałam, o czym ten człowiek mi opowiadał, wiedziałam co czuł. Rodzaj porzucenia, usunięcia ze stada, brak ochrony od rodziny. Pustka. Niedowierzanie.Obserwujmy naszych znajomych, nieznajomych, ludzi obok. Nie każdemu uda się wyjść z tego. Nie wiem, co z nim dalej, czy się utrzyma na powierzchni, czy zatonie. Podobnie u mnie.Jest cienka linia do zupełnego spadnięcia w czarną dziurę bez powrotu do życia. Proszę, bądźmy wszyscy czujni.