Po pierwszym dniu rejsu z El Nido do Coron na nocleg przypłynęliśmy na wyspę Ginto.
Chłopaki z obsługi zabierali chętnych na kajak, tak że na plażę, dotarłam bezpiecznie większego trudu. Trzeba było czekać na bagaże, wszystkie oczywiście zabezpieczone w woodoodpornych workach.
Kiedy tak wszyscy staliśmy na plaży, podziwiając coraz piękniejszy spektakl zachodzącego słońca, zaczęły gryźć komary. Spray i telefon oczywiście w worku. Ani zrobić zdjęcia, ani się zabezpieczyć przed tymi małymi krwiopijcami.
Buchnęłam więc do wody, tam ich na szczęście nie było. Woda ciepła, sama przyjemność. I tak calutki dzień spędziłam w kostiumie kąpielowym, który co chwilę był mokry.
Kiedy bagaże dopłynęły do brzegu, można było zająć się zakwaterowaniem.
Ci, co przyplyneli z łodzi jako pierwsi wzięli domki na samej plaży. Naszej grupce zostały te kilka kroków dalej, w kokosowym zagajniku.
Luksusy, których się nie spodziewaliśmy, bo podane było wcześniej, że nasze noclegi w chatach na plaży, bardziej w formie namiotów. Dostaliśmy nowe pachnące domki, z prostym wyposażeniem, ale bardzo funkcjonalne.
Materac na podwyższeniu, moskitiera, wiatrak, szafka i… prąd w gniazdku. Na statku też jest prąd, ale tu ma sienpod ręka. Łóżko z bawełniana pościelą, która bardzo cenię sobie w tropikach.
Na wypadek trafienia na sztuczna, mam swój futonik, czyli cieniutki bawełniany wkład śpiwora, który mi kiedyś uszyli na zamówienie w Indiach z kilku chust. Tu nie trzeba go było nawet wyciągać, posłużył jako jasiek.
I ogromnym zdziwieniem było to, że pod prysznicami była słodka woda, warunki przewyższyły oczekiwania.
Po kąpieli, dokładnym spryskaniu się sprayem na komary można odsapnąć na werandzie swojej chatki.
Kiedy zapadł zmrok chłopaki z łodzi zaprosili nas na kolację. Pod zadaszeniem ustawione były dwa stoły. Przy jednym pasażerowie naszej łajby a przy drugim ci z drugiej łódki naszego organizatora.
Na kolację znów pyszności, grillowany tuńczyk, warzywa, makaron, ryż, krewetki, kurczaki i na deser owoce. Bez limitu są także napoje, w tym rum i gin.
Z pełnymi brzuchami towarzystwo przeniosło się na niedaleką plażę, gdzie zapłonęło wielkie ognisko. Przygotowany był też pokaz ogni a potem tańce przy muzyce klubowej.
Dla mnie dzień był pełen wrażeń, odpadam na trochę po kolacji. Do snu niestety długo gra muzyka, starość dopadła i zamiast się bawić, wolę odpoczywać.
W nocy prąd znika, widać mają go z generatora.























