Kolejnym punktem programu była wizyta w muzeum Karen Blixen.

Tu kręcono wiele kadrów z filmu z Meryl Streep i Robertem Redfordem „Pożegnanie z Afryką”. Oglądałam ten film z tysiąc razy, za każdym licząc na inne zakończenie i wylewając morze łez. Muzyka z tego filmu, nadal wywołuje we mnie dreszcze. Byłam tu 23 lata temu. Magia miejsce pozostała. Zmieniło sie tylko to, że słabo widać wzgórza Ngong, obstawione notabene masztami telefonicznymi. Oraz to, że nie wolno w środku robić zdjęć.

Klimat i emocje pozostały, dlatego chciałam je zwiedzić bez mojej 16- osobowej wesołej i głośnej grupy.

Łezka zakręciła się w oku tak samo, jak podczas pierwszej wizyty- to magiczne dla mnie miejsce.

Po muzeum w drodze na lotnisko dodatkową atrakcją, zakupy w markecie. Herbata kenijska jest uznawana za jedną z lepszych na świecie, moja Mama od dawna mnie prosiła o jakąś podróż do Kenii i zakup wg Niej najlepszej herbaty.

Kupiłam kilka kilogramów za przysłowiowe grosze. Już o ciemku dotarliśmy do lotniska, gdzie na kolejny lot czekaliśmy kilka godzin w saloniku biznesowym.