Jeden z ostatnich dni w Ubud spędziłam w Monkey Forest.

Pamiętałam go z poprzedniej wizyty, jako bardzo fajne miejsce na obserwację małp.
Klimat jednak już jest inny. Małpy są policzone, sklasyfikowane i takie jakby udomowione bardziej. Z numerkami na piersiach wyglądają dziwnie, psuje to ich postrzeganie.
Są dokarmianie regularnie w różnych miejscach parku. Tam też gromadzą się w większych stadach, oczekując na kawałki arbuzów, batatow czy kukurydzy. Potem kłócą się o nie i szybko uciekają, zjadając w końcu w bezpiecznej od pobratymcow, odległości.
Sporo jest małych małpek, które są jak każde dzieci, rozkoszne. Starsze bardziej powściągliwe w okazywaniu emocji, siedza i iskaja się wzajemnie, wzbudzając śmiech odwiedzających park ludzi.
Czasami dopełnią aktu prokreacji, co wzbudzą jeszcze większe zachwyty ludzi. A ludzi jest mnóstwo, prawie tyle samo, co małp. Ciężko znaleźć spokojne miejsce na obcowanie ze zwierzętami, bo ludzie są wszędzie.
Nie zmieniły się tylko omszałe mury świątyń i piękna roślinność. Przybyło sklepów z pamiątkami tuż za wyjściem.
Miejsce jednak i tak warte zobaczenia. Małpy nie są już tak agresywne, jak kiedyś.



























