Z Havany wyruszyliśmy na krótki objazd wyspy. Na pierwszy przystanek półwysep Zapata i krokodyle.

Oczywiście na obiad podano nam mięsko z tych paskudników. Bardzo miękkie i smaczne.

Drugi przystanek, to Cienfuegos, piękne kolonialne miasto. Upał okrutny, więc tylko najważniejsze punkty, m.in. koronkowy Pałac de Valle. Dzień zakończyliśmy w Trindadzie.

Tak zmęczeni podróżą, że starczyło tylko sił na jedną butelkę rumu i spać. Podziwianie tego cudnego miasteczka zostawiliśmy na kolejny dzień.

Złote światło pięknie oświetlało kolorowe domku, ulice z kocich łbów i amerykańskie stare auta, które tworzyły pocztówkowe obrazki. Po spacerze czas w dalszą drogę.

Widoki w Dolinie Cukrowni zapierały dech w piersiach. Liczne plantacje trzciny cukrowej i stare domostwa. Odwiedziliśmy jedną z nich, Manaca Iznaga, gdzie na poranny upał jak znalazł szklanka świeżo wyciśniętego soku z trzciny cukrowej. Oczywiście z rumem i limonką.

Seniorzy mimo swojego wieku w pełnej formie pokonali 136 schodów i podziwiali panoramę okolicy z wieży strażniczej. Kiedyś tu obserwowano pracującychna polach niewolników. Wkoło wieży lokalni twórcy sprzedają ręcznie haftowane piękne obrusy, które romantycznie powiewają wzdłuż chodnika z okrągłych kamieni. Kolejnym punktem naszej wycieczki była Santa Clara, miasto Che Guevary.

Tam odwiedziliśmy mauzoleum bojownika i miejsce ataku na pociąg pancerny.

Do Varadero dojechaliśmy dobrze po południu. Hotel Memories znany mi z ostatniego pobytu, od którego, mało co się zmieniło. I kolacja w opcji all inclusive, gdzie ogrom jedzenia dostępnego aż zawstydza.

Na drugi dzień moi seniorzy wybrali się na obserwację delfinów a ja miałam pół dnia na czas tylko dla siebie. Spędziłam go na plaży.