Wczorajszy dzień był jak przejażdżka młotem śmierci w wesołym miasteczku.
Kiedy lecąc do dołu traci się przytomność bezwładnie zwisając w fotelu, by za sekundę obudzić się w locie do góry, wrzeszcząc i machając z radości rękoma.Tak właśnie się wczoraj czułam. Rano przygotowania do operacji, odkażanie, malowanie brzucha przez mojego lekarza tajemnymi literami i kontrola rozrusznika dwa piętra wyżej. Kardiolog, starszy pan będzie mi towarzyszyć podczas zabiegu. Z trzema chirurgami i anestezjologiem. Oraz kilkoma pielęgniarkami. Potem od razu jazda na blok operacyjny. Tam już czekał na mnie anestezjolog. Znajomy. Ten, przez którego odrzucono mnie przed samą operacją w maju. Z groźną szelmowską miną przypomniałam ten fakt przystojnemu lekarzowi. Pamiętał mnie. – No i teraz przyjdzie zapłacić za majową decyzję- wesoło pogroziłam palcem. – Tyle że pani leży a ja będę dowódcą w dzisiejszej bitwie, odpowiedział z równie ” groźną ” miną. – Ooops, już jestem cicho. Na salę operacyjną już na leżąco, z umykajacymi nad głową sufitowymi lampami. Jak w mrocznym filmie grozy. W znajomej sali (w czerwcu miałam tam zabieg zdejmowania 16 letniej opaski z żołądka) ruch przygotowań do operacji. Pytania o ostatni zjedzony posiłek, kieliszek paskudnego płynu i już zapinają mi pasy na rękach. Dla bezpieczeństwa bezwiednego zsunięcia się podczas operacji? Pojawia się mój lekarz, ucinamy przyjacielską pogawędkę, znamy się jeszcze z Łodzi. Mam bezgraniczne zaufanie do jego umiejętności. Jednak nie przwiezli mnie tu na pogaduszki, zresztą po chwili twarz zakrywa mi szczelna maska z tlenem. Głos anestezjologa wyjaśnia, co się będzie działo. Czas ucieka, dostaję w żyłę środek, który robi całą frajdę z narkozy, kręci się w głowie jak po całej flaszce wódki a mam jeszcze pełną świadomość. Potem odjazd i budzę się po kilku godzinach nie wiem gdzie. Sahara w ustach, ból brzucha i kilka osób wkoło mnie. Ktoś wsuwa mi w suche usta mokry gazik, co za ulga! Nie znam tego miejsca z poprzedniej operacji. Na tym się urywa strzępek mojej świadomości. Jak się później dowiaduję, zaliczyłam wizytę na OIOM. Kolejne ockniecie, sala wybudzeń. Nieokreślony czas tam spędzony i Sahara w ustach, gaziki do ssania. Boli, jedyny dźwięk jaki wydaję, to jęki. Wcale nie seksowne. Znów odpływam. Budzi mnie lekkie uderznie łóżkiem, na którym jadę w róg drzwi od windy. Kardiolog i żelazko na rozruszniku. Strzępek się urywa, czuję serce. Znowu stuknięcie łóżkiem. Ktoś mi podtyka świeży mokry gazik do ust, pewnie Anioł. Budzę się w słońcu, jestem na swojej sali, przez okno wpadają promienie. Nie wiem ile czasu minęło od godz. 9.37, kiedy wyruszyłam na zabieg. Jestem obolała, ale szczęśliwa, że udało się. Mam bypassy na żołądku i odtąd będzie już tylko lepiej!Reszta dnia, to naprzemienne strzępki i ocknięcia. Ssanie gazikow I suchość w ustach. Brzuch miękki, ale czułam się jak rozciągnięty do granic możliwości balon. Mega wzdęcie bez ujścia. Jedyna ulgą było potrząsanie nim. Jak w szalonym tańcu brzucha. Tyle że ja leżałam jak worek ziemniaków i potrząsałam nim ręcznie. Pewnie z boku wyglądało to dziwnie, ale przynosiło zamierzony efekt. Potem dowiedziałam się, że to moje potrząsanie nie było za mądre.Wieczorem udało mi się wstać i odwiedzić sąsiadki. Od razu po spacerze poczułam się lepiej. Tyle że saturacja spadła do 87 i zaplatali mnie w monitory, jakieś kable i maskę z tlenem. W nocy bezsenność całkowita. Nie boli, jednak efekt balonowego brzucha nie daje spać.Marzenia o bąku. Oczywiście, takie też można mieć. Kiedy kolka pooperacyjna męczy, to czeka się na pracę jelit. Te jednak nie chcą ruszyć. O wizycie Pana Stolca można zapomnieć, szedł korytarzem, ale do mnie nie zajrzał. 700 ml wody, malutkimi łyczkami. Nigdy mi nie smakowa tak zwykła woda, ja ta dobę po operacji.P.S.Z wyjścia że szpitala dziś nici. Wypis był gotowy, ale ciało miało inne zdanie. Crp, wskaźnik informujący o stanie zapalnym organizmu zaczął niepokojąco rosnąć i lekarze zdecydowali o tym, że zostaję na dalszą obserwację. Od razu dostałam duszności, mimo wzorcowej już saturacji na monitorze. Miałam się za mocną a tu psyche zaciska pętlę wkoło szyji. Jakaś masakra… 😞P.s.2Wypuścili mnie!!! Crp zaczęło spadać. Jelita zaczęły pracować. Pampers na drogę i … Po kilkugodzinnej podróży pociągami wreszcie w domu. Gdyby nie moja kumpelka, nie dałabym sobie sama rady z tym powrotem. Siły jak u komara. Moje łóżko powstało zagwostką, jak się z niego podnosić na lewą stronę? Umiem tylko na prawą… ale z każdą godziną czuję się lepiej.