Jakoś w moich podróżach nie było mi dane odwiedzić wcześniej Sardynii.


Okazja się pojawiła po zakupie taniego biletu lotniczego z Katowic do Alghero. Skrzyknęłam kilka osób i polecieliśmy.
Dość wczesny wylot, więc trzeba było na lotnisko pojechać autem.

Szokiem dla mnie była cena herbaty- 20 zl, kupionej po przejściu security. Niestety lotnisko w Katowicach, do swojego saloniku wpuszcza od niedawna tylko pasażerów udających się poza strefę schengen, więc byliśmy zmuszeni na takie ceny.
W samolocie sporo wolnych miejsc, widać jeszcze moi rodacy nie zwietrzyli nowej trasy Ryanara.
Wczesny lot miał swoje plusy, na miejscu byliśmy rankiem, mając do dyspozycji dodatkowy dzień na zwiedzanie.

Po wyjściu z lotniska szybki zakup biletu autobusowego w automacie za całe 1.5 eur i do autobusu. Następny za godzinę, więc się nam udało.

Dość szybko znaleźliśmy nasze lokum, ale było zdecydowanie za wcześnie na zameldowanie, plecaki zostawiliśmy w kawiarni pod mieszkaniem.
Po kawce z croissantem, poznawanie okolicy zaczęliśmy od focaccerii dwa kroki od naszego apartamentu. Słynny i bardzo wysoko oceniany punkt na kulinarnej mapie Alghero- Focacceria del Milese serwuje przepyszne kanapki z różnymi wkładami. Wszystko robione na bieżąco i na oczach klienta. Focaccia kosztuje 3.5 eur a jedzenia jest sporo.

Zjedliśmy je siedząc na ławkach po drugiej stronie ulicy, tuż przy samym porcie pełnym jachtów i motorówek. Prawie wszystkie były zabezpieczone, pewnie to ich parking zimowy.


Trochę źle zaplanowaliśmy ten dzień, bo przed spacerem po mieście, zrobiliśmy zakupy w pobliskim dyskoncie i potem włóczyliśmy się z reklamówkami jak jacyś cebulacy.
Alghero jest bardzo klimatycznym miejscem. Stare miasto otoczone jest murami i bastionami. Mieszają się tu wpływy włoskie i hiszpańskie. Wąskie, brukowane uliczki, wiekowe budynki przypominają o imponującej historii tego miasta.
Alghero zwane jest także „Małą Barceloną” z powodu licznych odniesień do kultury hiszpańskich najeźców.
Odwiedziliśmy Katedrę Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, gdzie wzbudziliśmy zainteresowanie tutejszych. Wychodzili stronie ubrani z mszy a my z wypchanych reklamówkami pełnymi zakupów.
No cóż, tak to jest jak niedziela palmowa zbiega się w niedzielą handlową.
Najbardziej w tym naszym spacerze, podobało mi się tempo, takie leniwe i bardzo pasujące. Zrobiłam ponad 13 tysięcy kroków. Do niedawna byłoby to zupełnie niemożliwe.
Pogoda w dzień rewelacyjna, słońce i ciepło. Zdecydowanie lepsza niż w tym czasie mieliśmy w Polsce. Niestety wieczory zdecydowanie dla mnie za chłodne, ciężko wysiedzieć na naszym reprezentacyjnym tarasie z widokiem na port i starówkę.
Straszny zmarzlak jestem po tym schudnięciu. Może to starość i powoli stygnę?