Dziś zwiedzamy Bangkok z pokładu łódki hop on hop off.
Za całe 20 zł mamy cały dzień radochy. Zakorkowane miasto, upał i alternatywne łodzie są super rozwiązaniem na zwiedzanie. Po rzece Menam (Chao Phraya) pływa ich mnóstwo, wielu mieszkańców Bangkoku korzysta z takiej formy transportu. Dla turystów są szybkie łodzie z wygodnym wsiadaniem i wysiadaniem. Przystanie są ulokowane przy miesjach do zwiedzania. Podzieliliśmy się na dwie grupy o dwóch różnych stopniach trudności i ilości chodzenia.
Jak na początku poranna temperatura nie dawała się tak kocno we znaki, tak koło południa upał był nieznośny. Skróciliśmy trochę swoje plany i zrezygnowaliśmy z nocnego rejsu, grupa trochę się umęczyła.
Do Wielkiego Pałacu Królewskiego nie wpuścili jednego z naszych, bo miał za krótkie spodnie a nie zdecydował się na kupno z pobliskich straganów. Za to udało się im wspiąć po stromych schodach na główną wieżę świątyni Wat Arun.
Obiad zaplanowaliśmy w Chinatown. Mi się udało skubnąć trochę gotowanych warzyw, ryżu i kilka kawałków pikantnej ryby. Garkuchnia, w której jedliśmy była typowym chińskim barem. Pewno w niej było lokalsów, co jest dobrą podpowiedzią. Zawsze wybieram te miejsca, gdzie stołują się tutejsi a nie turyści.
Mimo, że zwiedzaliśmy w dwóch grupach, po odbiór naszych bagaży w hotelu zjawiliśmy się niemal jednocześnie. Przejazd do kolejnego hotelu zajął nam niestety ponad godzinę a było to tylko kilkanaście kilometrów. Bangkok jest jak jeden wielki korek.
Wieczór w hotelowym basenie przy szklance świeżo wyciskanego soku z maracui.

































