Kolejny wyjazd organizowany dla przyjaciół. Tym razem Czarna Afryka.

Docelowo tanzańska wyspa- Zanzibar. Rozkłady lotów tak nam się ułożyły, że mieliśmy w gratisie 12 godzin w Keni, w Nairobi. Wykorzystaliśmy to na poranne safari po Nairobi National Park, sanktuarium słoni Dawida Sheldricka, Centrum Żyraf i nostalgiczne muzeum Karen Blixen z filmu Pożegnanie z Afryką.
Lot z Warszawy do Amsterdamu, potem ponad 8 godzin w dreamku Kenya Airways do Nairobi.
Druga noc zarwana, ale rano jeżdżąc po parku, wcale nie czułam zmęczenia.

Widoki sawanny, pasących się żyraf i antylop impala przypomniały mi, że kiedy tak mocno kochałam Afrykę. Odwiedzałam, fotografowałam, szkicowałam i malowałam. Miłość zaczęła się w dzieciństwie od książek i filmów. Kwitła, kiedy już mogłam tu przylatywać. Skończyła się, kiedy poznałam inne regiony świata.

Sentyment pozostał.
Na safari widzieliśmy sporo zwierząt. Niezmiennie zachwycają mnie zebry i ich zgrabne pasiaste zadki. Były lwy, gonione przez busy i jeeepy z turystami. Coś strasznego.
Żyrafy dumnie kroczące między akacjami, typowym drzewem afrykańskiej sawanny. Nosorożce małe, duże i ich wielkie kupy. Gazele impala bardzo czujnie rozgladajace się wkoło. Nie widziałam gnu, bawołów.
Nie wolno wysiadać z pojazdów, można to wszystko podziwiać z aut.
Nie ma niestety w Nairobi National Park słoni, park jest dla nich za mały.