Drugi dzień city break do Alghero zaczęliśmy od śniadania.

Z produktów, które kupiliśmy wczoraj w dyskoncie wyszło nam całkiem smaczne jedzonko. Najlepsze okazały się… sardynki. Wprawdzie nie z Sardynii a z Maroka, ale nie dość, że smaczne, to i pasowały tematycznie do tej podróży.
Wiosna w pełni, dużo słońca i jeszcze lepsza pogoda niż wczoraj. Idealna na leniwy spacer wąskim uliczkami Alghero. Odwiedzając liczne sklepiki z tutejszych rękodziełem byłam bliska zakupu biżuterii z koralami. Właśnie tu można kupić bardzo oryginalne ozdoby z czerwonym, pomarańczowym czy łososiowym odcieniem koralowca.
Ceny też nie jakieś wygórowane, za uroczą bransoletkę trzeba zapłacić ok.10 eur.
Na pyszne nakładane szkatułką lody już się skusiłam. Trochę słodkiego też trzeba zjeść.
Ładne jest Alghero, szczególnie teraz, skąpane w kwitnących drzewach i kobiercach soczystej zieleni trawników. Tyle radości przynosiło mi patrzenie na oblepione kwiatami gałęzie w tle błękitnego nieba.
Wieczorem ostatnie zakupy, niestety nie mogę zabrać do Polski zapasu smakowitych sardynek, gdyż pojemność puszki przekracza dostępne w ramach bagażu podręcznego 100ml.
Wcześnie rano następnego dnia powrotny lot do Katowic. Samolot znów z wieloma pustymi miejscami, mogłam te dwie godziny podróżować na leżąco.
To był świetny wypad. Na Sardynię, jak i do samego Alghero wrócę, to urocze miasto. I co ważne, bez tłumów turystów.