Wieczorem pojechaliśmy ryczącym kabrioletem na kolację w kabarecie Tropicana.
Tyle razy byłam na Kubie a do tej pory nie widziałam tego widowiska.
Miejsca mieliśmy przy samej scenie, całe show odbyło się tuż obok. Było na co popatrzeć! Pierwsze układy tancerek i tancerzy w wymyślnych kolorowych strojach, przesiedziałam z otwartą z zachwytu buzią. Chyba zebrali najzgrabniejsze laski i najprzystojniejszych chłopaków z całej wyspy. Trudno było oderwać wzrok od ich idealnych ciał.
Co utwór zmieniały się stroje, na głowach tancerek pojawiły się nawet żyrandole.
Kabaret reprezentuje to, z czego słynie Kuba- świetna muzyka porywająca do tańca, piękne kobiety i klimat wiecznego karnawału.
Ponad dwie godziny wspaniałej zabawy zakończonej tańcami moich seniorów na scenie. Udzielił się im nastrój i ruszyli w tany, wzbudzając aplauz siedzących wkoło innych gości.
Nikt nie chciał uwierzyć na początku, że jedna z nich ma 80 lat, krzepy i werwy tyle, że małolaty wysiadały.
Do naszej casy wróciliśmy przed trzecią nad ranem starym różowym kabrioletem.
To była wyjątkowa noc.




















