Leniwy czas na Gili powoli dobiegł do końca.

Święta zaplanowaliśmy spędzić w … dupie. Tak właśnie nazywa się hotel, w którym od kilku dni mieszkamy. Dupa Ubud Bali. W języku indonezyjskim słowo dupa oznacza kadzidło.

Powrót na Bali sprawny, szybka łódź z Gili Trawangan, na którą dopłynęłyśmy wprost z plaży przy naszym hoteliku. W porcie czekał nasz zaprzyjaźniony kierowca i po blisko dwóch godzinach byłyśmy ponownie w Ubud.

Pierwsze noce mieszkałyśmy w bungalowie z drewna, jednak hałas z pobliskiej ulicy bardzo przeszkadzał szczególnie nad ranem. Zmieniłyśmy więc na willę w ogrodzie. Troszkę droższa, ale do dyspozycji 300 m2, dwie sypialnie, salon, kuchnia i ogród.

Święta minęły bez większych akcentów związanym z Wielkanocą.

Jednego dnia wybrałyśmy się na wycieczkę. I właśnie podczas niej widziałyśmy największe tarasy ryżowe na Bali. Jatiluwih są położone 1,5 godziny drogi od Ubud i wg mnie są lepszym wyborem niż te w Tegalalang.

Indonezja jest trzecim na świecie producentem ryżu, ktory jest podstawowym składnikiem diety tutejszych mieszkańców.

Roczne zbiory indonezyjskiego ryżu, to ok. 80 mln ton.

Piękne obrazki z polami ryżowymi wyłaniają się tu za wielu zakrętów. Ryż na Bali rośnie wszędzie. Między domami, obok świątyń czy na małych poletkach w dżungli. Uprawa jego jest wymagającą, potrzebuje ciągle wody, dlatego sadzi się go na tarasach, gdzie łatwiej regulować przepływ. Zbierany jest tu trzy razy w roku i większość prac wykonuje się ręcznie.

Cudowne światło, soczysta zieleń krzaczków ryżu i panorama na otulone chmurami góry. Sielski widoczek warty dłuższego postoju. Tego dnia odwiedziliśmy także dwie świątynie, jedną przy jeziorze Beratan a drugą na pięknych klifach- Tanah Lot.