Wylot do David przy granicy z Kostaryką o świcie. W David dalszą podróż pod wulkan.

Wcześniej obiadek w dworcowym barze, gdzie jedna z pań mnie poznała. Zupy oficjalnie nie było, ale dla mnie jednak znalazła się miska spod lady.

Do Cerro Punta przyjechaliśmy stojąc w korkach. Chyba wszyscy Panamczycy tego dnia chcieli tu być.

Na szczęście u Gudrun zawsze spokój i dobrą energia. Tylko zimno, porównując do reszty podróży. Wieczorem, kiedy zaszło słońce temperatura spadła do 14 stopni.

Oczywiście ja, która bywam tu nie byłam przygotowana, klapeczki i chustka. Wymarzłam okrutnie i w efekcie czego przyszedł kaszel i gorączka. Zawsze w podróży choruję. Zmiany temperatury z upału na zewnątrz, w autach i autobusach lodówka i zimne napoje.

Moi seniorzy wybrali się na szlaki, wchodząc na górę blisko 2tys. m.n.p.m

Gorąca herbata, gorący prysznic i szybko pod ciepłą pierzynę. Tak, tu śpią pod kołdrami.