Słoni nie ma w Nairobi National Park, ale można je podziwiać w sanktuarium Dawida Sheldricka, gdzie byliśmy podczas karmienia maluchów i młodzieży.

Z wielkimi butlami mleka ze smoczkiem na taczkach, opiekunowie czekali obok oczka wodnego. Maluchy radośnie przybiegły zza drzew i błyskawicznie wypiły swoje porcje.
Są tak karmione mlekiem kozim co trzy godziny. O każdym ze słoniatek opowiadał prowadzący. Podawał imię i miejsce, gdzie znaleziono lub uratowano sloniowego malucha.
Po osiągnięciu odpowiedniego wieku, słoniki są transportowane do licznych parków narodowych w Kenii.
Najmłodsze były najbardziej wylewne w stosunku do stojących wkoło czerwonego oczka wodnego, ludzi.
Bawiły się też ze sobą, jak prawdziwe dzieciaki, swawoliły. W drugiej grupie przybiegły młodziaki, te były bardziej powściągliwe, ale zaczepne do siebie, opiekunowie co chwilę któregoś ustawiali do pionu.












Kolejnym punktem była wizyta w Centrum żyraf.
Tu mogliśmy je karmić na specjalnych tarasach.Ich długie fioletowe języki sprawnie wybierały karmę z połówek kokosa, które dostaliśmy na wstępie. Kiedy się chrupki skończyły żyrafy fukały tak śmiesznie.



