W Dubaju byłam kilka razy, jednak tylko podczas przesiadek samolotowych w drodze do Azji.

W te ferie mogłam poznać Dubaj podczas tradycyjnego zwiedzania. Dzięki wielu osobom ten wyjazd był… wspaniały!
Tygodnie przed, to walka o życie chorego na raka mojego kocurka, niestety przegrana. Wyjazd bardzo mi pomógł w bólu, jaki miałam i mam po stracie tego kochanego sierściucha.
Spędzenie czasu z osobami znanmi mi od młodości, w nowym miejscu, szybkie tempo całego wyjazdu, to było to. Także spotkanie z osobą od kilkunastu lat bliską mojemu sercu, było wisienką na torcie.
Pierwszy dzień po zarwanej nocce w samolocie do Dubaju był poświęcony na zwiedzanie tego nowoczesnego miasta. Wymuskane ulice, równe chodniki, niebotyczne szklane wieżowce o różnych kształtach i wielkościach. Mnóstwo turystów, w tym większość chyba to Polacy. Po każdej odwiedzonej atrakcji czułam coraz większą złość na nierówny podział bogactwa tego świata. Tu wszystko musialo być najdroższe, największe i najlepszej jakości. Traciłam orientację w kwotach, tych milionach dolarów wydanych na stworzenie Dubaju.
Imitacja starego bazaru, największy na świecie złoty pierścionek, sklepowe półki z dubajską czekoladą w mnogości gatunków. Szukałam w tym jakiejś autentyczności bliskowschodnich targowisk, klimatu znanego mi ze szlaku jedwabnego, kurzu pod nogami i krzyków handlarzy. Tu było wszystko nowe, sterylne, ułożone, krzycząco drogie i… sztuczne. Byłam przerażona, naprawdę.
Wieczorem część z naszej kilkudziesięciosobowej grupy wybrała się na nocne zwiedzanie mariny. Ja zwyczajnie padłam ze zmęczenia.


Po powrocie z Abu Dhabi do Dubaju, ważne spotkanie. Specjalnie dla mnie, przyleciał z Iranu mój przyjaciel. Nie widzieliśmy się od 5 lat, emocje ogromne. Z tego wieczoru pamiętam jedynie migawki. Rejs nocą pięknym statkiem po dubajskiej marinie, kolacja a potem integracja części mojej grupy, czyli impreza polsko- irańska. A ja nie mogłam się nagadać z Alim.
I od tego spotkania jakoś Dubaj zmienił oblicze, na bardziej swojskie, bliższe i wywołujące uśmiech. Poznałam ten, gdzie żyją imigranci. Z tanimi truskawkami, smaczną jemeńską jagnięciną i bałaganem na balkonach.
Zakupy, zakupy a tu mało miejsca w walizce. Wolne chwile spędzaliśmy na wspominkach, rozmowach o sytuacji w Iranie, życiu. Ali już kilkanaście lat temu imponował mi podejściem do wszystkiego, swoją dojrzałością i mądrością.
To bardzo ważna osoba w moim życiu. Dopóki sytuacja w jego kraju się nie zmieni, nie mogę tam polecieć.
Pożegnania są zawsze smutne.
Od teraz Dubaj będzie mi się kojarzyć z tymi kilkoma dniami z moimi kumpelkami i Alim. Za krótkimi dniami. Jakże cenny jest czas, który mamy dany.